• Wpisów:897
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:247 dni temu
  • Licznik odwiedzin:101 422 / 3667 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Miał być film na wieczór. Nawet zaczęliśmy oglądać "Where the heart is". Ale...


Więc mąż gra sobie na tablecie, a ja oglądam mecz



 

 
Nigdy nie widziałam klipu do "Despacito" . Gdyby ktoś mi powiedział 15 lat temu, że Luis Fonsi będzie grany w polskim radiu, popukałabyn się w czoło i poszła dalej.

Od tej piosenki nie da się uwolnić...
  • awatar Obiezyswiatka: @Holly Golightly.: To tak jak ja, akurat o n nie do końca robi moją muzykę.
  • awatar Holly Golightly.: @Obiezyswiatka: Gasolina! Pamiętam. W szkole średniej wtedy byłam, koleżanka to nicila non stop. A że nie znała hiszpańskiego, brzmiało to mniej więcej "han dara pan para gasolina" . Szlo zwariowac ;) U Finsiego zatrzymalam się na albumie Amor Secreto. Od tamtej pory go nie słuchałam, aż tu nagle bum! W każdym radiu, wszędzie. Nawet się zdziwiłam, że to on.
  • awatar Alex Spring: Racja. Raz na jakiś czas zdarza się taka piosenka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Znajoma na facebooku bardzo aktywnie wspiera ruch antyszczepionkowy. Spoko, każdy ma prawo do swoich przekonań. Jej roczne dziecko jest szczepione...
  • awatar Ruda MaRuda: To tak jak: mam dzieci i jestem za aborcją.
  • awatar Holly Golightly.: @Ruda MaRuda: ok, i dokonała wyboru szczepiąc dziecko. A w między czasie wstawia posty o tym, jakie te szczepionki są złe, niebezpieczne, takie, siakie i owakie. Wg mnie nie możesz stać po obu tych stronach. Nie w tym wypadku.
  • awatar Ruda MaRuda: Może jest po prostu za wolnością wyboru?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Co robi Holly, gdy karmi dziecię o 2 w nocy? Zakłada Instagrama
 

 
Poszłam dziś z Kornelią poświęcić jajka. Wszystko pięknie, ludzie nawet nie kryli się z pokazywaniem nas palcami. Ale w taki pozytywny sposób. Kornelia była zamotana w chuście. Bo my się w chuście nosimy, i bardzo nam to pasuje.

O tak się nosimy


Dobra, to nie jest fotka z dziś, tylko sprzed paru dni. Dziś w naszym Swinkowie pada cały dzień.
 

 
Zrobiłam dziś porządek w kosmetyczce z kolorówką. Wyrzuciłam suche maskary, cienie, eyelinery i pomadki, których nie używałam dawno, bo skoro ich nie używałam, to raczej już nie będę (a nie oszukujmy się, każdy pretekst dobry, by kupić sobie coś nowego).
Przy okazji natemperowałam pomadki w kredce i konturówki. Po czym umyłam temperówkę. A temperówkę po szmince myje się ciulowo. I ja tak porządnie, rzetelnie umyłam. Starą szczoteczką do zębów. Męża.
No to od razu, skoro już natemperowana, to postanowiłam umalować się swoją ulubioną Matte Lipstick Creyon od Golden Rose. I co? I co? I się kużwa złamała podczas malowania...
 

 
Borys Budka. Nie wiem, kto to jest, ale polać mu! Tak bardzo na tak było to, co mówił dziś rano w Śniadaniu w Radiu Zet.
 

 
O tym, że polska mowa - trudna mowa wszyscy wiedzą. Naprawdę rzadko zdarza mi się poprawiać czyjeś błędy ortograficzne/stylistyczne/gramatyczne (chyba, że zostanę o to poproszona). I tak znajdzie się ktoś, kto takiego delikwenta poprawi za mnie.
Fakt, czasem mam ochotę rzucić w kogoś słownikiem. I uważam, że jeśli chce się zamieścić post na forum należałoby, z czystej przyzwoitości, sprawdzić, jak dany wyraz się pisze jeśli nie jesteśmy pewni. Wczoraj rzuciła mi się w oczy dziewczyna, która chciała kupić łurzeczko...
Ale coś mnie po prostu trafia, jak widzę, jak ludzie odmieniają "perfumy". Ten wyraz nie ma w języku polskim liczby pojedynczej. Są perfumy. Jedne perfumy, nie jeden perfum czy jedna perfuma. A już na pewno nie jeden pArfum. Nie ma perfum, a nie nie ma perfumów. Właśnie z tym ostatnim spotkałam się dziś. Laska napisała na forum, że ma do sprzedania perfumy, i oto przedstawia listę tych perfumów. Tia...
 

 
Ktoś mi się włamał na Netflixa. Zmienił hasło, rodzaj abonamentu (z mojego 2 ekrany HD na 4 ekrany HD). Idiota nie zmienił maila, na moje szczęście. I nie wziął pod uwagę, że info o wszelkich zmianach na koncie od razu przychodzą mi na skrzynkę, a ja mam wszystko w telefonie (BlackBerry rządzi) , i akurat telefon miałam ręku, gdy mail przyszedł. Zadziałała od razu i kradziej dostał fige z makiem. Albo i to nie, bo nie sezon na figi.
 

 
Dziecięciu mojemu wyskoczyła wysypka na policzkach. Myślę sobie, coś zjadłam, Małej się nie spodobało. Wyeliminowałam mleko, wszystkie przetwory mleczne, nawet masło, te śladowe ilości czekolady. Ale w końcu patrzę, ta wysypka nie wygląda jak te wcześniejsze po mleku. I olśnienie! Krem do twarzy. Używałam Nivea Baby Krem na każdą pogodę.

Nie wiem, co jest z nim nie tak, ale powinno mi dać do myślenia, że nawet pies nie chciał tego zjeść. A Lusia wybredna nie jest. Zjadła całą tubkę Bepanthenu, prawie całą tubkę Maltanu. Ogólnie zjada wszystko, co przez nieuwagę zostaje w zasięgu jej pyska. A tubkę tego kremu Nivea rozerwała i zostawiła...
 

 
<3

 

 
Ostatni wpis o kurierach przypomniał mi sytuację sprzed kilku tygodni. Jeszcze w ciąży byłam.
Brat zamówił sobie przez internet jakąś koszulkę. Albo dwie. Z PitBulla, więc nie najtańsza. Czekał na kuriera i czekał. I nic. Okazało się, że przesyłkę "przechwyciła" sąsiadka, starsza kobieta, już chyba nie do końca ogarniajaca świat. Paczkę oczywiście przyniosła. Tylko postanowiła to zrobić o CZWARTEJ RANO. Na pytanie dlaczego tak rano, stwierdziła, że nie wiedziała, która jest godzina (!), bo wnuczek pokradł jej wszystkie zegarki (!). Nic, że ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Nie ogarnęła, że coś jest nie tak.
W sumie chyba nie powinno mnie dziwić, że jak opowiadałam tę sytuację znajomej pielegniarce środowiskowej, ta od razu zgadla o kim mówię.
 

 
Czytam sobie piekielni.pl i dosłownie co druga historia to narzekanie na piekielność InPostu.
I tak sobie myślę, że mój rejon obsługuje anioł, nie kurier wyżej wymienionej instytucji. Prenumeruję Pakę Zwierzaka dla Lusi, która co miesiąc przychodzi do nas InPostem. Przed narodzinami Kornelii zamówiliśmy przez Internet sporo rzeczy, które wysłane zostały przez InPost. Kurier zawsze dzwoni lub wysyła SMS o której godzinie można się go spodziewać, i mimo, że podaje dwugodzinne widełki czasowe, to zjawia się bliżej ich początku, bez problemu można się z nim dogadać, jeśli w podanym czasie nie mam możliwości odbioru przesyłki. Zdarzyło się, że zostawił paczkę u znajomej dwie klatki dalej. Zdarzyło się, że akurat miałam wizytę u lekarza w czasie, który kuriwe wyznaczył, pogadaliśmy i przyjechał trochę wcześniej.
Można? Można. Wystarczy chcieć
  • awatar apres: Ja nigdy nie miałam problemów z kurierami i czasem czytam opowieści, niedowierzając :)
  • awatar doll_divine: A próbowała dogadać się z kurierem K-EX? Mission Impossible :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ciążowa zmora wielu kobiet - rozstępy.

Koleżanki polecały mi różne środki, maści, kremy, mleczka, emulsje. Tańsze, droższe, od 1 miesiąca ciąży, od 4 miesiąca. I takich kosmetyków przyuważyłam najwięcej, właśnie tych odpowiednich od 4 miesiąca ciąży.

Mam koleżankę, wyznawczynię Chodakowskiej, która urodziła pół roku przede mną. Wiele jej rad w stylu "tego nie możesz, tego też nie, tego ci nie wolno, tamtego ci nie wolno" puszczałam mimo uszu. Na zdrowy rozsądek stwierdziłam, że owszem, chcę urodzić zdrowe dziecko, ale nie alergika. Pewnie, że uważałam, co mam na talerzu, ale nie dajmy się zwariować.
I właśnie ona też polecała mi specjalne kremy na rozstępy, dostępne tylko w aptece, za coś koło stówki, ale za to można ich używać od pierwszego miesiąca ciąży. Podziękowałam.
Pomyślałam sobie, że przecież mogę się smarować oliwką, używać naturalnych olejków, które będą idealnie nawilżały i ujędrniały skórę.
I tak oto, moim najlepszym przyjacielem stał się najpierw olejek migdałowy, o ten konkretnie:



Później doszedł olejek o cudownym ciasteczkowym zapachu:





Nie rozstawałam się też z moją ukochaną świeczką do ciała o zapachu zielonej herbaty, którą polecam wszystkim:




A na końcu dołączył do nas mus do ciała o obłędnym winogronowym zapachu. No cudo. Ma leciusieńką konsystencję i nie zostawia na skórze tłustego filmu, jednocześnie dobrze nawilżając:



Tak, chyba jestem uzależniona od tej firmy*, bo mam też całą serię Baby, której używam na mojej córeczce. I całe stado innych ich kosmetyków w łazience.

Ale tak oto nie mam rozstępów po ciąży. Wcale.

I tak bardzo skupiłam się na tych rozstępach, że nie zauważyłam, w którym momencie popękały mi naczynka na boczkach i udach. Ale to da się usunąć, w przeciwieństwie do rozstępów. Już o tym rozmawiałam z moją kosmetyczką. Zaczniemy działać, jak tylko będzie to możliwe

_____________________________________________________
* Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony www.nacomi.pl
  • awatar Do jutra: nie da sie usunac. Bedziesz chodzic na zabiegi, placic kase , w jednym miejscu moze zbledna a w drugim wyskocza podwojnie. Kosmetyczka zrobi cos podejrzewam tylko powierzchniowo , tutaj lekarze od żył wstrzykuja cos w pajaczki ale efekt ten sam. Znika w jednym , pojawia w innym.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zrzucenie ciążowych kilogramów zajęło mi tydzień. Przy czym większość wyszła ze mnie wraz z Kornelią. Ale też przytyłam zawrotne 11,5 kilograma. Chciałam posłuchać lekarza, który pozwolił mi "dobić" do 15 kg, ale nie wyszło. Przez ostatnie 3 tygodnie ciąży przytyłam jakimś cudem niecałe pół kilo. Aczkolwiek istnieje możliwość, że w gabinecie mojego doktora popsuła się waga. Tak mu powiedziałam, jak na niej stanęłam, ale zarzekał się, że działa...
Teraz tylko troszkę ujędrnić dupkę i brzuch i będzie cacy. Ale z tym muszę jeszcze poczekać, aż wszystko dobrze się zagoi.
A moja kosmetyczka może już rączki zacierać
 

 
Kornelia była niespodzianką. Planowaną i wyczekiwaną, ale niespodzianką. Niespodzianką w takim sensie, że nie chcieliśmy wiedzieć, czy nasze Nadzionko będzie Kornelią czy Konradem. Zarówno lekarz prowadzący, jak i lekarze wykonujący badania prenatalne mieli zapowiedziane, że dopóki wszystko jest w porządku z dzieckiem (i ze mną) , to prosimy, by nie zdradzali płci.

Lekarze dziwili się tylko trochę. Natomiast znajomi i rodzina dziwili się bardzo: "Ale jak to nie chcecie wiedzieć?! To jak będziecie kupować ciuszki?" Tak, to był najczestszy argument. Znanie płci dziecka w ciąży sprowadza się do ubranek. Chcieliśmy niespodziankę i koniec. Mój lekarz się śmiał, że będzie mu ciężko nie wygadac, ale dał radę

O tym, że to dziewczynka dowiedzieliśmy się, jak pediatra podniósł ja po tym, jak położna położyła to to maleńkie i sine na moim brzuchu zaraz po porodzie. I ponoć wcale nie byliśmy jedyni, ostatnio więcej par nie chciało wiedzieć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W ósmym miesiącu ciąży zdjęłam obrączkę. Niby nie puchłam i nie zatrzymywałam wody w organizmie, ale wolałam uniknąć wzywania męża kumpeli do jej rozcinania (Mąż kumpeli jest strażakiem. Ponoć nie jedną obrączkę rozcinał. I nie tylko obrączki utknięte na palcach rozcinał... ).
W każdym razie, mój osobisty Mąż śmiał się, że żona go zostawiła,bo obrączki nie nosi. W święta założyłam ją ponownie. Mężu zakomunikował mojej Mamie "Żona do mnie wróciła" i radośnie podniósł moją zaobrączkowaną łapkę do góry
  • awatar Litai: Ja nie noszę obrączki już od 20 lat. Bo mam ogród :d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Kwiatki, pszczółki, bociany, kapusta...

13 grudnia 2016 roku, o godzinie 15:10 na świat przyszła Kornelia. 55 cm radości i 3 270 gram szczęścia.

Po prawie 11 godzinach skurczy, męczyłyśmy się tylko 15 minut a Mamusia (moja, teraz już szczęśliwa Babcia) była obecna cały czas
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rzuciło mi się ostatnio na fejsie, i tak mi się spodobało

Bo kto powiedział, że po polsku się nie da? Wszystko się da

Żółciochlastacze będą chlastać żółcią?
 

 
Udają im się duety.
 

 
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/kobiety-w-ciazy-nie-stana-przed-oltarzem/bt4m9gn?utm_source=Interakcja


Śmiać się, czy płakać? Śmiać się, zdecydowanie. Może od razu będą sprawdzać, czy kobieta jest dziewicą?
 

 
Oglądam filmik na youtube. Dajmy na to, kulinarny. Mam pytanie, lub chcę zobaczyć czy ludziom smakowało, bo robili, to w pierwszej kolejności uderzam w komentarze. Nie, nie piszę "komcia". Czytam, bo bardzo prawdopodobne, ze ktoś przede mną już zadał takie pytanie, na które ktoś inny odpowiedział. Okazuje się zazwyczaj, że pytanie (moje, lub zgoła inne) pojawiło się już 50 razy. Na pierwsze 10 razy, TEGO SAMEGO PYTANIA od różnych użytkowników, zostały podane odpowiedzi. TAKIE SAME. Czy tylko mnie się wydaje bezsensowne powtarzanie ciągle tego samego pytania? Przecież wystarczy przeczytać, dosłownie pierwsze trzy komentarze.
 

 
Wracamy dziś do domu, przechodzimy obok tego budynku. No nie mogłam się oprzeć, musiałam zrobić foto.
A może mnie się tylko wydaje, i to co widzę, to mi się tylko wydaje, że to widzę?




 

 
When life keeps bringing me down
I pick you up of the ground
And give you oxygen
For you to fly again
That you could fly again

I’m the tick she's the toc of a broken clock
She's the pretty shoe and I'm the ugly sock
I happen to be the software and she's the glitch
I'm the power and she's the swith
She's got me she's got me cravin
Faster than I can imagine

When life keeps bringing me down
I rest upon your chest
Like a life vest or a birds nest
When life keeps spitting you out
I pick you up of the ground
And give you oxygen
For you to fly again

I'm the sunlight in her shadow
She's the happiness and I'm the sorrow
I'm the pirate of the secret seas
She the treasure I need to cease
She's got me she's got me cravin
Faster than I can imagine


When life keeps bringing me down
...

Although we move at different paces
Defying all the matching odds
It's all part of the same races
Leading down the same roads

When life keeps bringing me down
...

 

 
Zamówiłam, przedpremierowo, na empik.com nową książkę Llosy. Już nie mogę się doczekać. Ale sobie myślę, co będę zamawiać jedną książkę. Popatrzę na promocje. I tak oto w koszyku znalazły się dwa albumy Tony'ego Bennetta "Duets: An American Classic" oraz "Duets II" (bo jak nie brać, jak 19 zł sztuka? ).

Całkiem przy okazji kupiłam drugiego Pocketbooka. Pierwszego oddałam Mamie. Bardziej bajeranckiego niż Pocketbook 611 mi nie potrzeba.

Kupując przez stronę internetową zaoszczędziłam 50 zł (w stosunku do tego, ile bym zapłaciła za te same towary kupując je w stacjonarnym Empiku). Tylko sobie poczekam. Zamówienie przyjdzie w dwóch paczkach, z powodu terminu realizacji - Llosa ma premierę 9 listopada.

Teraz tylko, na co by tu wydać te zaoszczędzone 50 zeta...
 

 
Choć przez życie idziemy razem od prawie 9 lat, dopiero rok temu zostaliśmy małżeństwem. Dziś przypada nasza pierwsza rocznica. Papierowa, tak? Hmm...
 

 
Lato jeszcze trwa, ale wakacje się skończyły. A ja właśnie znalazłam swój przebój lata. Nie ważne, że sprzed dwóch lat.
Słuchałam sobie jakiejś latynoskiej składanki na Spotify: jakaś Shakira, jakiś Enrique, jakiś Alejandro. Wszystko, co znam i lubię. Aż tu nagle taka perełka i wszystko mi w środku zaczęło tańczyć


A Chayanne'a nie słuchałam chyba z 15 lat W ogóle cała płyta "En todo estare" mi się podoba.



 

 
Kolega tak na mnie mówi. I ma rację, jak mało kiedy

Podczas ostatnich zakupów w Hebe kupiłam sobie świeczkę do ciała z Nacomi. Kupiłam ją głównie dlatego, że wpadła mi w oko już przy kasie, i dlatego, że pomysł smarowania ciała tym, co wytopi się ze świeczki wydał mi się perwersyjnie kuszący.
W każdym razie wypróbowałam ją jeszcze tego samego dnia. No, wieczora. I byłam zachwycona! Skóra miękka, gładka, przyjemna w dotyku, no cudowna. Poza tym świeczka okazała się bardziej wydajna niż się spodziewałam (ok, spójrzmy prawdzie w oczy: spodziewałam się, że wystarczy jej na dwie, może trzy aplikacje. Od stóp do głów. )
Pomyślałam, muszę wrócić do Hebe I zobaczyć, jakie inne kosmetyki Nacomi znajdę. Może akurat coś mi wpadnie w oko. Dziś poszłam, no i wpadło mi w oko. Ze kilka kosmetyków Nacomi już leży na półce w mojej łazience. No Gamońka! Olejek nawilżający do ciała z kakaowca. Olej winogronowy pod oczy. Olej że słodkich migdałów na rozstępy (którego jestem w trakcie 3! buteleczki). Olej kokosowy. Przy okazji chyba widać, że ostatnimi czasy nie używam żadnych balsamow, tylko jestem na etapie olejków wszelkiego rodzaju.

A oto i mój hit kosmetyczny
 

 
Wychodzimy wszyscy z domu: Mężu z Lusią do parku na spacer, my z Mamusią do "naszej" kawiarni.
Lusia się zbuntowała, do parku za żadne skarby iść nie chciała. Ona idzie z nami. No to co, bierzemy ją ze sobą. Mężu skorzystał i zabrał auto do stacji diagnostycznej.
A my mamy naszą ulubioną kawiarnię blisko domu, i Lusia zawsze jest tam mile widziana. Dziś dała popis grzeczności, jak mało kiedy. Aż jestem dumna z mojej labradorki.
Właścicielka kawiarni też się śmiała, że Lusia wybrała jej lokal od parku. Wie psina, co dobre


 

 
Czasem dwa światy się zderzają. A kiedy flamenco spotyka salsę powstają takie wspaniałe duety <3


Zdecydowanie nowa piosenka pomaga pogodzić się z tym, że nie uda się wyjazd do Malagi na koncert Alejandro. Może innym razem.
  • awatar Holly Golightly.: @Obiezyswiatka: 26.07. Mężu chciał mnie zabrać, ale akurat do 28.07 nie mamy z kim psa zostawić. Przyziemne dorosłe życie ;)
  • awatar Obiezyswiatka: a kiedy jest ten koncert. Jejku mam taką ochotę na Malagę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
No i komu przeszkadzał lipiec, że włączył listopad?

Bo przecież to nie wina tego, że kosmetyczka zabroniła mi dziś wystawiać nóg do słońca po wczorajszym woskowaniu...
 

 
New Yorker. Szukam spodni dla męża. Proszę ekspedientkę o pomoc.

- Potrzebuję jeansy, rozmiar 34/36, regulary. Tylko proszę mi nie pokazywać slimów, a już broń Boże skinny.

Znalazła ledwo 2 (DWIE) pary i podaje mi je z tekstem, że:
- Z takich dużych to przychodzą nam po kila sztuk na karton.
- To nie są duże rozmiary. To NORMALNE rozmiary.

No umówmy się. Mój mąż nie jest gruby, absolutnie. Jest wysoki (1,94 m), ma umięśnione nogi, ogólnie jest dobrze zbudowany. Dobranie dla niego spodni jest cięższe niż dobranie czegoś dla mnie. Jak normalnie zbudowany facet ma zmieścić się w portki typu skinny? Serio? Skinny dla faceta? To kpina jakaś.
  • awatar apres: @Holly Golightly.: tak, mój kupuje tylko w Reserved. Tam znajdzie wąskie, ale nie skinny.
  • awatar Holly Golightly.: @apres: no właśnie. Najczęściej w Reserved coś znajdzie, ale, jak to mówi mój Brat, szału nie ma dupy nie urywa. A ze skinny do wyboru do koloru...
  • awatar apres: Dla mnie to też normalny, męski rozmiar. Tymczasem w sieciówkach dramat - spodnie dla facetów, a jak legginsy. Mój nie mieści ani łydek, ani ud, a grubasem nie jest.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nie, nie o Euro.

Kończą się czasy, kiedy szłam na mecz Floty, widziałam faceta i myślałam sobie "fajny chłopak".

Powoli nadchodzą czasy, kiedy będąc na meczu Floty będę myślała: "O, znam jego matkę"...
 

 
Dziś nastąpił pierwszy koniec* długiej historii adopcji polskiego chłopca przez amerykańską parę. Wczoraj o północy uprawomocnił się wyrok sądu.

Rano zobaczyłam wiadomość od koleżanki, Amerykanki. Emil ---cki przestał istnieć. Od dziś oficjalnie nosi imiona Emil Levi (czyt. Liwaj). Opowiadałam o tym Rodzinie mojej przy kolacji. Mój Brat, oczywiście, skomentował to na swój unikalny, jedyny cudowny sposób:

"Liwaj? Kojarzy mi się z Enrique Iglesiasem (i tu zaczyna śpiewać) 'Ol aj niiid is de rydym diwajn!!'. "

Czyż on nie jest wspaniały, ten mój Brat?

_____________________________
* Koniec drugi i, mamy nadzieję, końcowy nastąpi, gdy papiery będą w rękach, na pokładzie samolotu, którym całą rodziną będą wracać do domu, za ocean.